Nowa książka Aleksandra Szirwinda. To nie literatura i nie skrupulatna biograficzna informacja. To - chaotyczna opowieść wspomnień.
Kim ja jestem? Urodzonym w ZSRR, dożywającym przy socjalizmie z kapitalistyczną twarzą (lub odwrotnie).
Myślę, że klonowanie wynalazł Gogol w "Weselu": "Gdyby usta Nikanora Iwanowicza przyłożyć do nosa Iwana Kuzmicz..." Tak więc, gdyby to - tu, a to - tu, to, niestety, nie wychodzi. Z klonowaniem własnej biografii się nie udaje. Jaki wyszedł! Cierp!
I tak, "Przechodnie podwórza biografii". Trasa prosta: od samego początku, od szpitala położniczego, do, dzięki Bogu, na razie nie samego końca.
Chciało się nostalgicznie przejść "przechodnimi podwórzami biografii". Jeśli w wieku natkniemy się na sklerotyczne szlaban, obejdziemy innymi podwórzami. Po co to potrzebne? Po pierwsze, aby obecni nie powtarzali naszych błędów, a po drugie, aby nagle zapragnęli je powtórzyć...
"Jak pisał Puszkin: "I kurz wieków, otrzepując z akt, prawdziwe opowieści przepisze..." Niedawno przeszło mi przez myśl, że przepisze - to nie odświeży, a da inny wariant. Bardzo przerażające, gdy twoje życie będą przepisywać.
Umrzesz, i przeszukają wszystkie twoje łóżka, listy. Tak powoli indywidualność zmienia się w wersje badaczy.
A to jeszcze w ogóle pomylą cię z kimś innym..."