Czasami w nocy budzi mnie światło, które wylewa się z piwnicy rodzinnego domu w odległym 1983 roku. Leżę długo w łóżku, patrząc, jak po suficie przesuwają się odbicia świateł samochodów przejeżdżających obok… Wiem, że od tego domu – i tej piwnicy – dzieli mnie czterdzieści lat i dwa stany. Wiem o tym w ciągu dnia, ale w nocy nie mogę pozbyć się uczucia, że wystarczy, że tylko wstanę z łóżka, zrobię kilka kroków do drzwi swojego pokoju i je otworzę – a znowu tam się znajdę. Na starej drewnianej klatce schodowej z wysokimi stopniami, szerokimi poręczami i kwadratowymi balustradami. Wyobrażam sobie, jak schodzę po niej w dół, a każdy mój krok wzbudza chmurkę kurzu… aby na nowo zrozumieć wszystko, co kiedyś znałem na pamięć, potrzebowałbym kilku miesięcy. Dlatego muszę polegać na pamięci, która, jak już wiadomo czytelnikowi, nie odznacza się sumiennością. W końcu nie mogę czekać. Moja historia nie może czekać. Ponieważ w końcu zrozumiałem, co mnie pcha do pisania. Światło, które przeszkadza w nocy, magia, która nie ma nazwy… W końcu wiem, o kim jest moja historia.