Formalnie Wiktor Kolupaew to siberijska szkoła fantastyki, jeśli można dzielić fantastykę według kryteriów terytorialnych. Jak niektórzy dzielą ją na przykład na szkoły petersburską i moskiewską. Tylko to wszystko to oszustwo. Tak naprawdę fantastyka to sprawa ludzkiego rodzaju, jest "poza szkołami i systemami", jak napisał Pasternak o Błoku. Zresztą tomski fantasta uważał się za nie do końca fantastyka. "Moje opowiadania zaczęto nazywać fantastycznymi. Nie sprzeciwiałem się, ponieważ nikt nie pytał. A nawet gdyby zapytano, to i tak bym się nie sprzeciwiał, chociaż już prawie wiedziałem, że niczego wymyślić się nie da".
«Nic nie da się wymyślić». Rzeczywiście, fantastyka Kolupaewa stoi na twardym gruncie. Realistycznym, nie wymyślonym. Czy jego postacie jadą pociągiem z Fomska do Margradu, czy słyszą śpiew lasu na odległej planecie, dekorują choinkę noworoczną w innej galaktyce czy ożywiają ziemskim uczuciem obcą, bezżywą planetę. Ale mimo całej realistycznej niewymyśloności, pisarz obdarzył większość swoich postaci magiczną cechą - widzą oczami niebo, gdzie mieszkały gwiazdy.