Do książki Iraklija Andronikova «Wszystko żyje…» weszły jego niepowtarzalne opowieści ustne, zdumiewająco uchwycające czas. To historie w postaciach, widziane na własne oczy, gdzie autor i narratator zespolili się w jednej osobie. Druga część książki — szkice do portretów niezwykłych ludzi minionego wieku, których imiona — to historia naszej kultury. A trzecia — opowieści o Lermontowie, któremu Andronikow poświęcił życie. «Czarodziej, czarownik, cudotwórca, mag, — pisał o nim Kornei Czukowski. – Przez całe swoje długie życie nie spotkałem ani jednej osoby, która byłaby choć odrobinę do niego podobna. Z różnych literackich podań wiemy, że w dawnych czasach istnieli podobni mistrzowie i artyści. Ale ich mistrzostwo nie może się równać z tym, jakim dysponuje Iraklij Andronikow. Rzecz w tym, że ledwie wejdzie do twojego pokoju, razem z nim hałaśliwym i kolorowym tłumem wkraczają i Marszak, i Kaczalow, i Fadiejew, i Simonow, i Otto Juliusz Schmidt, i Tynianow, i Pasternak, i Wsiewołod Iwanow, i Tarle…