Pierwsze książki Jewgienija Wojskunskiego były napisane o wojnie, o czasach jego wojennej młodości, które przypadły na Wielką Wojnę Ojczyźnianą. To logiczne: kto, jak nie on, kapitan 3. rangi, kawaler dwóch Orderów Czerwonej Gwiazdy, uczestnik obrony Hanko i Leningradu, pisałby o bohaterach wojennych codzienności, przybliżających nasze zwycięstwo. Jednakże sławę autorowi przyniósł powieść „Załoga „Mekonga””, napisana we współautorstwie z kuzynem Isajem Lukodjanowem, mająca podtytuł: „Książka o najnowszych fantastycznych odkryciach i starych wydarzeniach, o tajemnicach Substancji i wielu przygodach na lądzie i morzu”. Opublikowana na początku lat 60. XX wieku, książka stała się wyraźnym punktem zwrotnym w krajowej literaturze fantastycznej i obok dzieł Iwana Efrema, braci Strugackich, Kira Bułyczowa i innych znanych fantastyków odniosła znaczny sukces wśród czytelników. Następnie pojawiły się nowe prace w popularnym gatunku. Ale czas zmienia kierunki. Zmarł współautor. Sama epoka zakończyła swój żywot. Surowy realizm współczesności odsunął fantastykę na bok. W nowych swoich powieściach Wojskunski opowiada już nie o „tajemnicach Substancji i wielu przygodach na lądzie i morzu”, wraca do starego, wojennego tematu, do „przygod” (jeśli można je tak nazwać) rzeczywistych, które przeżył osobiście, które wpłynęły na życie i los pisarza. „Kronstadt”, „Świat jest mały”, „Skwer Rumiancowa” - te i inne książki Wojskunskiego są poświęcone męstwu i bohaterstwu wojowników bałtyckich, heroizmowi Leningradczyków, którzy przetrwali blokadę, autor kładzie w nich nacisk na takie podstawowe ludzkie pojęcia, jak obowiązek, ojczyzna, odpowiedzialność człowieka za teraźniejszość i przyszłość. Ale zwieńczeniem wojennej (i nie tylko wojennej) prozy pisarza stała się epicka powieść „Bałtycka saga” - niestety, ostatnia książka w jego twórczej biografii, książka-panorama, książka - zrozumienie wydarzeń rosyjskiej historii najnowszego czasu przez życie kilku pokoleń Leningradczyków, którzy związali swoje życie z flotą.