W "fantastycznym" tomie Szefnera, wydanym przez wydawnictwo "Azbuka" w dwóch edycjach, zaznaczono, że podstawą pisarstwa Szefnera jest zasada zwykłego cudu. Zwykły cud, tak. Oczywiście, to skromni geniusze, bohaterowie opowiadań i powieści Szefnera, dla których cud wcale nie jest żadnym cudem, — no zrobili, no wymyślili, skonstruowali, a dalej samo poszło: najważniejsze, aby ten cud przyniósł radość przynajmniej komuś. Albo korzyści. Albo przekształcił świat na dobro dobrych ludzi. Czego w życiu bywa rzadko, praktycznie nigdy.
W tej książce cud jest inny. Nie w "zrobili, wymyślili, skonstruowali". Nazwana "Siostrą smutku" po głównym utworze, który wchodzi w jej skład… nie, raczej spowiedzi bohatera, który w życiu przeszedł tyle, że Boże nie daj nikomu czegoś podobnego doświadczyć… — ta książka jest o sensie życia i o tych trudnych drogach, którymi człowiek przechodzi, aby w rezultacie zrozumieć, po co jest w życiu i dla czego. Wojna, trudne lata przedwojenne, marzenia, nadzieje, pragnienia, zjedzone przez heglowskiego krecika historii, — w tych niewyszukanych opowiadaniach, zebranych pod jedną okładką, otwiera się przed nami życie człowieka, świadka, współuczestnika, w końcu rozmówcy, jeśli człowiek mówi z czasem w tym samym języku, — i to jest życie prawdziwe, wytrawne, jak wino, które nie otępia, a pobudza.
Jak w "Szałasie dłużnika" weszła cała szefnerska "fantastyka" (a raczej nowoczesna baśń), tak prawdziwy zbiór zawiera pełne zbiory jego realistycznej prozy, w tym rzeczy autobiograficzne, dzienniki wojenne i utwory, które przez dziesięciolecia nie były wznawiane.