Powieści Władimira Sorokina zawsze zaskakiwały precyzją prognozy. I jeśli spełni się przewidywanie Sorokina z "Dziedzictwa", - nikt nie będzie zazdrościł Rosji.
Przyszłość nadeszła i minęła, wojna jądrowa została prawie zapomniana, nie wszyscy przeżyli, a ci, którzy przeżyli, już nigdy nie będą tacy sami. Traktat pokojowy nie doprowadził do pokoju: przemoc stała się normą i potrzebą, tolerancja wobec niej jest zaraźliwsza niż boliwijski wirus. W końcowej części trylogii o doktorze Garinie Władimir Sorokin przedstawia kolejny, jeszcze bardziej odległy od nas etap postapokaliptycznego rozpadu. Ale jej rzeczywistość paradoksalnie wydaje się znacznie bardziej rozpoznawalna. Prawda jest taka, że głównego bohatera poznajemy nie od razu, ale wciąż, jak przystało na lekarza, pozostaje on przykładem godności i człowieczeństwa.
Pociąg, niezmienny obraz, łączący literaturę rosyjską, radziecką i postradziecką, jedzie ze wschodu na zachód. Jego paliwem są ludzie, nie w sensie metaforycznym, ale dosłownym, i nie mają dokąd uciekać. Ale wspaniały doktor i jego niezwykli spadkobiercy dają nadzieję, że szalony świat ma nie tylko końc, ale i szczęśliwsze przedłużenie.