Kronika miasta Głupowa, w którym jeden burmistrz ma zamiast mózgu urządzenie z nagranymi skryptami, a drugi ma w ogóle głowę nadzianą truflami.
Przy tym trzeci pisze statut „o niestawianiu burmistrzom przepisów prawnych”, a czwarty marzy o stworzeniu identycznych domów dla identycznych ludzi.
Fantastyka, powiecie? Nie do końca, raczej groteska. Taki zabieg, który jak szkło powiększające z wbudowaną latarką, pomaga autorowi uwypuklić – a czytelnikowi zobaczyć – to, co najważniejsze. Michał Jewgrafowicz Saltykow-Szczedrin, znający życie w stolicy i prowincji ze wszystkich stron, nie fantazjował, ale opisywał swoich bohaterów z natury.
Nie tylko burmistrzów, ale i mieszkańców miasta Głupowa. Swoją drogą, co robią ostatni, podczas gdy pierwsi szaleją? Dowiecie się z książki.