Jurij Wafin, jeden z najczęściej czytanych blogerów w Telegramie - i z pewnością najbardziej tajemniczy - prezentuje nowość: książkę o dziwnej, trudnej do zrozumienia, momentami tragicznej wiośnie 2020 roku.
Pewnej sierpniowej nocy patrzyłem, jak spada kometa. To była jakaś szczególna kometa, nie spłonęła w sekundę, leciała długo. Płomień rozrastał się, bieleniał, potem czerwieniał, a potem stał się w ogóle jakimś jadowicie zielonym. Mijały sekundy, serce biło coraz mocniej. “Zatrzymaj się” - ledwie nie modliłem się, patrząc na nią. Odczucie narastającej katastrofy paraliżuje. Patrzyłem jak królik na węża i po prostu czekałem, co się wydarzy. W którym momencie niebieskie ciało zniknie, czy wręcz przeciwnie, ujawni swoją strukturę, zakryje połowę nocnego nieba, rozświetli jasnym błyskiem, przejdzie fala uderzeniowa. I za sekundę żyć będziemy już w innej rzeczywistości.
Jekaterina Andriejewa, wiadomości pilne: “...to największe upadnięcie asteroidy, być może z okresu kredowego, zniszczone tysiace miast, fala tsunami osiągająca dwieście metrów...”. Ale przeszło. Mrugając na pożegnanie, kometa spaliła się w całości. Łykłem piwa spierzchniętymi wargami, otrząsnąłem się i poszedłem dalej przez letniskową osadę.
Wiosną 2020 roku wydarzyło się coś podobnego...