Ekaterina próbowała zrozumieć, co jest nie tak, dlaczego sama nie chce dłużej zatrzymywać tego mężczyzny? Przestała go kochać? Nie, nadal go kochała, ale nagle zaczęła rozumieć, że on jest jak ciężkie brzemię na jej nogach, z nim nie da się odpłynąć.
A to brzemię, co dziwne, ciągnęło nie tylko w dół, ale właśnie w stronę Piotra. To, od czego przez tyle lat próbowała uciec, zdystansować się, podkreślając, że się tego wyrzeka, teraz musiała uznać za swoje.
Lecz w środku rosło oburzenie: dlaczego ona ma się ukrywać zamiast błyszczeć?